|
piątek, 29 lutego 2008
Gdynia w Monopoly?
Najnowszą edycję popularnej gry planszowej będę kreować jej potencjalni gracze - na stronie www.monopolyworldvote.com/pl_PL/world Plansza będzie składać się z 22 pól zawierających najważniejsze miast świata. Do zapełnienia 20 pól planszy organizatorzy wytypowali 68 miast - kandydatów. Głosowanie na nie dobiegło końca 29 lutego. Na planszy pozostały do obsadzenia 2 pola - każdy internauta mógł zgłosić dowolne miasto. Od dziś (29 lutego) trwa głosowanie na 2 spośród 20 miast, które zostały nominowane przez największą ilość internautów. Wśród nich są 2 polskie miasta - Gdynia i Szczecin. W tej chwili tylko od mobilizacji internautów zależy czy znajdą się w grze. 2 wolne miejsca, 2 polskie miasta. Polacy już niejednokrtnie pokazali, że potrafią sie zmobilizować i promować swój kraj. Oby tym razem było podobnie. Ilustrowaną instrukcję jak głosować zawiera m.in. strona miasta Gdynia: http://www.gdynia.pl/wydarzenia/70_48032.html
środa, 20 lutego 2008
Między integralnością a samostanowiem, czyli jak zawsze Serbowie dostają w plecy...
W niedzielę, 18 lutego narodziło się nowe "państwo". Albańczycy (przecież nie Kosowianie?) oderwali spory kawałek serca Serbii. W 1918 roku Niemcy twierdzili, że Wielkopolska powinna przypaść im - wszkak od wielu tam mieszka, von Hindenburg, przyszły Prezydent Rzeszy chyba nawet urodził się w Poznaniu. Polska miała szczęście - miała dobrą delegacje w Wersalu, która wyjaśniła, że Państwo Polskie powstało na terenach Wielkopolski właśnie. Sebowie swojego Paderewskiego, który po przyjacielsku wyjaśniłby G. Bushowi jak to z sercem państwowości serbskiej jest, nie mają. Kosowo odebrało Czrnogórze miano najłmłodszego państwa Europy. Czrnogóra gospodarczo stoi całkiem nieźle (lepiej, niż Sebia, z którą mariaż rozwiązała). Odpanięcie Kosowa właściwie podnosi Serbii wszystkie wskaźniki gospodarcze... Kosowo odebrało także inny niechlubny status - Mołdawii - jako najbiedniejszemu państwu Europy. Mołdawia ma jednak pecha - nie dostanie miliardów od UE. Może i dobrze - bo podobnie jak w Kosowie wpłynęły w dziure bez dna. Kosowo to obszar de facto rządzony przez przestępczość. Siły KFOR nie rozumiejące w większości miejscowych realiów (ale czego oczekiwać skoro przywódcy NATO też ich nie rozumieją) nie są w stanie temu zapobiec. Można rzec - jest lepiej niż w Bośni - tam z kolei działają arabskie grupy terorystyczne. Arabowie przyjechali wspomagać Bośniackich Muzułmanów w walce z Serbami. Niestety wyczuli świetną okazję rekrutacyjną. Bośniacy mają słowiański wygląd, są więc doskonałym materiałem na terrorystów - w ciepły dzień Arab (lub nawet Hindus) wchodzący w płaszczu na lotnisko w Nowym Jorku, nie znający angielskiego ma sporą szansę zostać zastrzelonym. Blondwłosy, niebieskooki przybysz z południa raczej nie... No to jest jest jeden plus - Albańczycy Nas nie wysadzą, co najwyżej zaopatrzą w prochy, dziwki itp. Przestępczość w wielu krajach jest problem - ale czy może stanowić podstawę gospodarki? Nie łudźmy się, że europejskie milardy wiele zmienią. Większość wchłonie czarna dziura. Na to by odsetek, który rzeczywiście pomoże postawić na nogi ten obszar był wystarczający, Europy nie stać. Tu przestępczość stała się jednym z głównych motywów państwotwórczych. Ot ciekawostka - policja serbska zajmowała się także zwalczaniem albańskich gangów, a nie tylko prześldowaniami jak chciałby to widzieć zachód. Siły KFOR nie znając miejscowych realiów okazuja się bezradne. Ale skoro ich przywódcy sie nie znają? Jugosławia pokazuje, że jesli zrobi się z siebie ofiara to sie wygrywa. Nie twierdze, że Serbowie nie popełniali zbrodni. Było ich całe mnóstwo. Ale sporo było chorwackich i bośniackich. Tych sie nie wspomina, bo skala rzekomo inna. Serbowie przejęli większość uzbrojenia armii jugosłowianskiej. Mieli po prostu wieksze możliwości. Czy gdyby Bośniacy i Chorwaci mieli artylerię i lotnictwo nie zrównywaliby z ziemia miast i wiosek..? Ale ich największym błędem był brak PR. Ciekawy jest też stosunek Zachodu do dwóch pojęć - integrlność terytorialna i samostanowienie narodów. W 1991r było samostanowienie - rozpada się Jugosławia. W latach 1992 - 1995 integralność - zamieszkane przez Serbów tereny Bośni i Chorwacji nie moga oderwać się i dołączyć do Serbii, bo są częścią federacyjnych republik (tych samych, które miały prawo sie oderwać - dziś twierdzi się, że Kosowo de facto było "prawie" 7ma republiką). No i to zamyka problem samostanowienia - bo jeśli Albańczycy mieli prawo to mozna je odebrac Serbom? Bez problemu. Konstytucja Federalnej Republiki Jugosławi wszak nie przewidywała Republiki Serbskiej w Bośni. Ta sama, która przewidywała Jugosłwię, która przypomnijmy miała prawo rozpaść się, na skutek samostanowienia. Marszałek Tito pewnie przerwaca się w grobie na widok tego co wyrabia się z jego dorobkiem. Podobnie jak darczyńca Chruszczow - który zrobił Ukraińcom prezent z Krymu. Zapewne obaj sądzili, ze ten administracyjny podział nie będzie miał nigdy znaczenia... Jakie będzie to miało skutki poza Bałkanami? Na Cyprze. Czy Turkowie chcą niepodległości północnego Cypru? A po? Woleli by raczej paszportów UE. Ironia jest fakt, że greccy Cypryjczycy są w większości przeciw zjednoczeniu (zbyt szybkiemu, o czym niżej), a tureccy mieszkańcy za. Ale Cypryjczycy na rzeczywiste oderwanie sie północy nie są gotowi - jak widać pognębic Turków brakiem paszportów UE chcą, ale stracić ich na zawsze niekoniecznie (no raczej ich ziemi). Nikozja jest przeciw niepodległemu Kosowu - na wszelki wypadek. Swoją drogą - zrobiła im Ankara niedźwiedzią przysługe... Irlandia Północna - w ferworze walk między IRA a armią brytyjską zagubił się jeden podstawowy fakt o tej części Zjednoczonego Królestwa - jest w ona w większości protestancka, zamieszkany przez potomków głównie angielskich i szkockich osadników. Czy w referendum protestanci poprą mniejszość katolicką w oderwaniu się od protestanckiego kraju i przyłączenia do Irlandii? Tak jak Albańczycy Serbów w przyłączeniu Kosowa do Serbii... Gorzej mają np Hiszpanie - Baskowie aż się rwą. Nowy argument dla Szkotów (ale czy oni go az tak bardzo potrzebują?) Rosja bać się nie musi - kto przy zdrowych zmysłach uzna Czeczenię? Ale dostała od USA piekny prezent - Abchazja wszak miała status "prawie" republiki w ZSRR.. Gratis też Rosja dostaje nowego wiernego sojusznika. Ale może Rosja przycichnie o tarczy? Bo nie łudźmy się - stanie po stronie Serbii, ale niewiele może zrboic. Zapewne sprawę nieźle przehandluje dla siebie. USA za to dostają kosztownego, niepewnego utrzymanka. Przy okazji przesadzili na lata serbską opinię o demokracji. Jeśli przyjąć, że demokracja w Serbii trwa od 1990r to świetnie kojarzy się Serbom z biedą, upokorzeniem, brakem zrozumienia dla nich. Zachód znów pokazał, że wie najlepiej. Moze należałoby się zastanowić na podziałem Kosowa? Czy Zachód jest gotowy na rozpad Bośni? Czy wojska NATO w Bośni są gotowe siłą powstrzymać Serbów od niepodległości/włączenia się do Serbii? Brawo panowie - jak zwykle dzięki Wam będzie się działo... Dodano 21 lutego 008 Francja uznała Kosowo jako państwo. Ciekawe czy za kilkanaście/dziesiąt lat uzna Islamską Republikę Lazurowego Wybrzeża. Z prastarą islamską Marsylią... Mówili, ze Francuzi to tchórze - o tera to na pewno nie. Turcy też są fajni - ciekawe co powiedzą Kurdom (którzy akurat swoje tereny zamieszkują od wieków, a nie przyjechali 50-20 lat temu i uważają, że są u siebie...
wtorek, 05 lutego 2008
Jak w tym kraju podróżowac koleją?
Jak kiedyś napisałem nie łatwo się połapać w gąszczu przewoźników kolejowych - w ciągu roku pojawił się nowy na trasah niezelektryfikowanych województwa kujawsko - pomorskiego. Pomocnym może okazać się serwis Podróżuj Koleją Po Polsce (PKPP); http://www.pkpp.ostbahn.net/ Znaleźć tam można aktualności z torów, ifnoramcje dla miłośników kolei oraz galerię. Dla pasażera najważniejsza jest część informacyjna. Zawiera porady i spis ulg oraz rozkłady jazdy elektroniczny jak i tablice przyjazdów/odjazdów dla poszczególnych stacji (korzysta z danych Hafasa - czyli systemu elektronicznego rj uzywanego przez PKP). Ta część serwisu dostępna jest w odnośniku PKPP - w górnym prawym rogu.
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Sesja. A Warszawa rośnie.
Blog zamilkł, bo sesja nadeszła. Choć i tak za duzo czasu spedziłem na poszukiwaniu obuwia (no zeby przy pierwszej mzawce, zimowe buty przemokły - czas przebywania na mżawce ok 15 min). Golądanie butów a przy okazji i kurtek - a co ;-) Ale na razie kurtk mam - coś jak aparat. Nowego nie kupie przed 2010r (mojej mamie obiecałem). Tymczasem sesja trwa. I jak zycie pokazuje - student pomysłowy jest
Warszawa betnieje. Coraz mniej jest miejsc gdzie można spokojnie usiąść i się pouczyć. W moim miejscu (oczywiście letnim) wszystko wydawało się byc przeciw budownictwu - "Tu jest wszystko - tory, linia energetyczna i nieuzytki" - rzekł kiedyś jakiś Pan. maj 2007 No ale niestety - choć myslałem, że najpierw wezmą się za łakę za Wola Parkiem. Szczęśliwie konczę już studia (no tak naprawdę wcale się nie cieszę, ale w tej sytuacji).
Cóż - czyżby już w najblizszej letniej sesji, będę miał obserwatorów mego procesu nauki (gdy fotografowałem zaplecami również wyrastał nowy budynek. A może nie będzie to już mój problem? W sumie mam takie jedno miejsce gdzie mozna też ciekawe lokomotywy spotkać i z pewnością na długo pozostanie niezabudowane. Móże postepowanie cywilne i finanse będą wtłaczane na linii E30?
piątek, 04 stycznia 2008
Nowy rok. Nowe wyzwanie dla... umysłu
Nigdy nie spodziewałem się, że zwykła podróż do Wrocławia pozostanie na długo w mej pamięci. Każdy dorastający w wolnej Polsce słyszał opowieści jak wsiadało się do pociągu oknami... Ten sylwestrowy pociąg o mało takim się nie stał... Gdy dojechaliśmy do Opola - pociąg zapełnił się po brzegi. Wtedy okazało się, czekamy na poc z Częstochowy... To co się działo później było komedią połączona z horrorem. Horrorem, bo przez 30 minut pociag nie mógł odjechać bo wciąż byli ludzie na peronie. A następny pośpiech miał 60 minut w plecy. Komedia - bo mimo że pociagów w sylwestra kursuje mniej nie można było znaleźć dodatkowej jednostki. W Brzegu było groźnie - podpity jego mość upadł wysiadając i kolejne opóźnienie w oczekwianiu na pogotowie. Gdy 70 minut później pociąg wtoczył się na perony wrocławskiego dworca radość była widoczna i słyszalna. Impreza sylwestrowa zorganizowana przez mą przyjaciółkę Anię i współlokatorki Martę i Kingę mimo, że zrodziła się mniej niż 30 godzin wcześniej okazała się perfekcyjnie przygotowana. Gdy jeden z gości rzucił - "Ale barszczyku nie macie?" - "Z uszkami" - padła odpowiedź. Tyle w tej kwestii. Przybyło kilka osób - w tym para z opolszczyzny studiująca w Warszawie. Dawno nie miałem z kimś tak zbieżnych poglądów jak z Piotrem na temat Warszawy :-D. Gdy wchodziłem znałem 3 osoby i mimo mej wrodzonej rezerwy udało mi się miło spędzić czas w towarzystwie o przewadze nieznajomych. No bez przesady - jeśli myślicie, że spiłem się i wlazłem na stół czy coś takiego to nie. Ale jak na moje mozliwości to "zaszalałem" - choć ciekawe co by uczestnicy powiedzieli? Na Dodę nie zdążylismy, więc nowy rok przywitaliśmy w mieszkaniu. Brak TV i róznice w zegarkach wywołały pewne kontrowersje, ale to w końcu nie atak rakietami tylko powitanie nowego roku. Ogólnie witaliśmy go do około 3-5 (róznie zawodnicy odpadali ;-). Na koniec gospodynii Marta jeszcze posprzątała wszystko - ok kulturalni goście byli, sprzątanie nie było niewiadomo ile - ale trochę jednak było. No i 6 rano... Toż gospodynii perfekcyjna. Gospodarna i inteligenta :-) Noworoczny poranek odpowidał atmosferze dnia - mroczno. Nie zachęcało do wyjścia, (zresztą i po co - wszystko pozamykane. Wstyd przyznać ,ale do kościoła się też nie wybrałem). Spędziliśmy więc miły dzień na pogaduchach i przy Czesiu... Marta orzekła, że będzie to najlepszy rok w jej życiu - ja myślę, że będzie początkiem tych lepszych ;-) Tak samo dla mnie. Moja wiara w to, że można zaprogramować mózg i przy pomocy pozytywnego myślenia sprawić, że życie staje się lepsze, ostatnio podupadła. Czy to działało? Jestem na 4tym roku studiów, to też działa(łoło) na wagę. Dziś dokończyłem oglądanie filmu "Fizyka Kwantowa" - brzmi strasznie, co? Ale film jest .."pozytywnym myśleniu" - kropla wody reaguje na nasze myśli... My składamy się z wody. Skoro więc kropla reaguje, to czy inne przedmioty i osoby też będą? Film stawia ciekawe pytania i tezy. Mnie dał jedno - znów będę budował swój własny sukces w umysle - wszak być zwycięzcą to nic innego jak zachowywać, wyglądać i czuć się jak zwycięzca.
poniedziałek, 31 grudnia 2007
Przed sylwestrem takie tam
Sam sobie jestem czasem winien. 30 grudnia jak zwykle z reka w nocniku. 3 sylwestry z rzedu poza Warszawa sprawily, ze moja paka (nie .pl) nawet nie probowala mnie zaprosic. Coz moze po czesci dla tego, ze sami sie jakos chyba rozjechali, a Ci co przyjechali to po pol roku maja prawo do rodzin. Mozna by sie do Gdynii wybrac i sylwestra spedzic nad morzem - cos kolo 0:30 jest powrot. Ale by to tanio wyszlo to trzeba by wczesniej pomyslec nad dojazdem. Ale tluc sie ponad dobe... Juz wole kiedys na spokojniej. Zreszta - moglem miec tam przeciez kwatere - ba - nowa pake. Nie mam, bo nie zaryzykowalem. Coz, skoro nie zaryzykowalem roku, to czy zaryzykuje cale zycie? No to sie wyjasnila zagadka, ogladania Gliwic pod katem bytowym... Co ze stara paka? - zapytal przyjaciel, co odkryl zalety uzywania kolei w przemieszczaniu sie po Warszawie. Stara paka, ma swoje nowe paki, poza tym zapewne zaklada, ze mnie zaprosila moja nowa paka. Wniosek jest taki, ze nie powinno sie studiowac tam gdzie sie nie chce ewentualnie mieszkac. Dla mnie Warszawa miala byc trampolina do Trojmiasta. Stala sie miejscem ciekawych przygod i znajomosci, jednak sam pobyt tam jako taki mi ciazyl, przez co robie wszystko by sie nie wiazac. Nawet o znajomy nie poswiecam nalezytej uwagi. Teraz okazalo sie, ze trampolina moze byc kiepska, znajomosci przygasly, leniuch bylem, wiec po dyplomie bede musial sie doszkalac... Ale. Okazalo sie, ze pojawil sie promyk. Stara przyjaciolka, przypadkiem lub nie pomyslala o mnie. Tak wiec sylwestra spedzam we Wroclawiu. Miescie, ktore fascynuje mnie, ale ktore odwiedzam stosunkowo rzadko. Bo daleko (od Wawy), bo bilet drogi? Przeciez na weekendowych odwiedzam Poznan. Wroclaw to miasto znajomych (w ogole mnostwo Kedzierzynian i z okolic), mozna by nawet wpasc na dluzej. Ale tak jak mnie fascynuje, tak samo podswiadomie go unikam... Za kilka(nascie) godzin wyruszam na pierwsza od 4ch latach zabawe sylwestrowa, pierwszy od 2ch lat w ogole gdziekolwiek z tej okazji (i niemalze w ogole z jakiejkolwiek) gdzies wyjde. Nie wiem kto bedzie. Niewazne. Zamiast zastanawiac sie jak dobrze sie bawic po prostu bede sie dobrze bawil. 2008 rok bedzie dla mnie porotem do optymizmu. Koniec szkoly sredniej i poczatek studiow udowodnil - jesli sie czegos chce to mozna to osiagnac. Mozna sie zmienic na lepsze. Przez ostatnie 2-3 lata jakbym o tym zapomnial. Rok 2008 bedzie rokiem optymizmu. Bedzie znakomity!
piątek, 21 grudnia 2007
Żadnych (prawie) granic
Stało się to, co jeszcze 20 lat temu wydawało się niemożliwe. Zniknęły granice. Te same, które w czasie szkolnych wycieczek były naruszane przez liczne wycieczki. Pamiętam wyjazd w rejon Biskupiej Kopy czy Wisły - te kilka kroków od magicznego słupka i szybki odwrót. Byle Nas nie złapali. bo podobono Czesi byli w takich sytuacjach surowsi. Dziś nikt nie musi uważać. W końcu wraca normalność - bo to jest normalne, by bliższy mi był obszar Servnomoravskiego Kraju niż Warmii. Po prostu radio z Ostravy mogę usłyszeć, a z Olsztyna nie. Tylko już nigdy nie zobaczę chyba tego super zeszytu w którym Straż Graniczna z przejścia kolejowego Chałupki/Bohumin miała spisane nazwiska osób poszukiwanych.... Dziś Prezydent powiedział, że dopełniły się dzieje, dokonany został ostatni krok w Naszej integracji z Europa. Nie. Został przynajmniej jeden. Do 2012 roku jadąc do naszych przyjaciół z Wilna, Ostravy, Berlina nie powinniśmy zatrzymywać się jeszcze w jednym celu. Nie powinniśmy wymieniać pieniędzy - no chyba, że ktoś chce mieć monety z innymi wzorkami.... Na koniec pozostaje życzyć Wesołych Świąt - zdrowia, szczęścia pomyślmności i innych świątecznych radości. Czystszych, punktualniejszych, szybszych pociągów i tańszych biletów życzę. Z europejskich zyczeń - to chyba żeby Komisja zajęła się cenami sms-ów i transmisji danych w roamingu.
poniedziałek, 17 grudnia 2007
Spór o to gdzie Kinga sól sprowadziła.
Dzień 16 grudnia. Bochnia. Zaczęło się od opóźnienia pociągu IC Wyspiański (zapowiadanego raz jako IC raz jako ekspres - tabliczki były z ekspresu, ale poczęstunek z IC). Do Krakowa opóźnienie spadło z 30 do 15 minut. Zdążyłem na TLK Wielkopolanin. Zarówno Kraków jak i Bochnia pokryte śniegiem. Szyb Sutoris - szewca w ogrodzie którego anioł kazał Kindze szukać soli. Wejście do kopalni ciut droższe niż w Wieliczce, sama kopalnia nieco mniejsza. Ponieważ nie pracuje na nią sława UNESCO i bliskość Krakowa musi zarobić atrakcjami. Odkrywanie kopalni zaczyna się od zjazdu na 170 metrów, dalej jest przejazd kolejką pod miastem. Następnie zaczyna się właściwe zwiedzania. Można obejrzeć najgłębiej położoną kaplicę ( w Wigilię dostępną na wyjątkowej rannej pasterce). Dalej poznaje się prace wypalaczy metanu (słownie na szczęście) wyrobników, tragarzy, wyrębywaczy. Mniej zdecydowanie jest tu rzeźb solnych, są za to oryginale pozostałości sprzed kilkuset lat. Kopalnia ma swego ducha - połowę (tylną) ostatniego konia, który zginął w... w czasie wywożenia na powierzanie. Miał tam odejść na emeryturę. Cóż. Ostatnia droga stała się dość dosłowna. Koński nawóz leżący tam od 300 lat - dowód na konserwujące właśiwości powietrza w kopalni. Na samym końcu istnieje możliwość zjazdu na pochylni. Dostaje się poduszkę, krótki instruktaż o postawie w czasie zjazdu, sposobie kontroli prędkości (oj palce można porysować). I jesteśmy w szybie wypoczynkowym. Jest tu boisko, bar (ceny jak na powierzchni!) i łóżka. Kopalnia oferuje bowiem możliwość noclegu na dole. Dawne szyby - w wyniku ruchów tektonicznych ściany zblizają się do siebie Istnieje legenda, iż Kinga, węgierska żona księcia krakowskiego (wychowywana w Krakowie od dziecinstwa) w czasie podróży przedślubnej do ojczyzny poprosiła ojca o jedną kopalnie soli - dobra w Polsce niezwykle cennego. Ojciec podarował ją córce - ale jak przewieźć sól przez Karpaty? We śnie anioł kazał wrzucić Kindze pierścień do swej kopalni i wracac do Krakowa. Gdy orszak przekroczył Karpaty na jednym z postojów anoł przyszedł we śnie raz jeszcze i kazał kopać. Pod wieczór odkryto tylko brzydką bryłkę, w której jednak odnaleziono ów pierścień. Bryłką była sól kamienna. Od wielu lat trwa spór o to gdzie miał miejsce ten postój. Bochnia dowodzi, że włąsnie tam - na dowód podając iz eksplatacja soli zaczęła się tam wcześniej (właśnie około okresu powrotu Kingi). Bochnia miała tyle tej soli, że część pożyczyła Wielczce, a ta niewdzięczna jeszcze m legęde zabrała. Główny szyb turystyczny z widocznymi szynami kolejki. Poziom środkowy kopalni - najniższy dostępny dla turystów Aby zapoznać się z ofertą - wystarczy odwiedzić stronę internetową kopalni.
Miasto oszczędnych. Moje?
Już we wakacje planowałem wybrać się do Bochni. 2006 roku. A że dojazd do Bochni na Lotkach kosztuje niemal tyle co weekendowy... postanowiłem odwiedzić tez Poznań. Miasto w Polsce niezwykłe. Stolica jednego z najbogatszych regionów. Tak. Chyba w Wielkopolsce różnice między stolicą regionu a jego „prowincją” są najmniejsze. Dlaczego? Jest to chyba jedyny region i największe polskie miasto dawnego zaboru pruskiego, którego ludność nie została całkiem wymieniona po 1945r. Pruski duch pracy i praworządności przesiąkł jego mieszkańców. I został. Dlatego jak żaden inny region ma szanse na odniesienie sukcesu. Szanse na którą Wrocław (przejęte poniemieckie mienie, co do którego nie było jasnej sytuacji własnościowej - „po co o to dbać, skoro mogą wrócić”) czy inne miasta poniemieckiej Polski muszą sobie wyrobić ciężką pracą, uporem władz i mieszkańców. Poznań ma więc ma coś co inne miasta dopiero tworzą – tradycję. Pokolenia mieszkańców tworzyły to co inne miasta pełne napływowych mieszkańców będą dopiero budować. Wylądowałem w samym środku „Poznańskiego Betlejem” - imprezy, która przyciągnęła mieszkańców konkursem lodowych rzeźb czy możliwością kupienia miodu od pszczół i wędlin ze zwierząt a nie z fabryki. To chyba dlatego w Poznaniu mniej jest marketów (w porównaniu z Warszawą). Ale ja to mam chyba po prostu ukryty sentyment do tego miasta. Dwukrotnie próbowałem tam wylądować. Bo blisko, pruski duch wspólny Śląskowi, Wielkopolsce, Pomorzu i łatwiejszy i tańszy dojazd do Kędzierzyna, Gdyni, Kutna. Nie udało się - raz z przyczyn formalnych, drugim razem uszczęśliwili mnie Gdańskiem, którego ja uszczęśliwiłem nie pojawiając się tam... Teraz się tylko zastanwiam - czy te próby to było ostrzeżenie, czy może zachęta, ze na coś na czym nam zależy trzeba pozdobywać. Cóż. Jedno przemyślenie mi się jeszcze nasunęło. Przemoc. Bez jej stosowania Wielkopolska mogłaby nie stać się częścią Polski po 1918 r. Czasem dawka ukierunkowanej agresji pomaga osiągnąć cel. Ot, trzeba tylko dobrze zważyć siły. Coś czego romantyczny zabór rosyjski nie bardzo rozumie. Ot, jedyne dwa powstania wygrane (tak dwa, bo III śląskie też wygraliśmy – zamiast niczego dostaliśmy może mniejszość Śląska, ale większość jego potencjału). Ot, różnica między Poznaniakami (Ślązakami) a Warszawiakami. Jest w tym jakaś ironia historii – przegrane powstanie celebrować ma cały naród, powstanie całkowicie zwycięskie jest przemilczane. Powstanie, które dało Polsce zastrzyk energii – podstawę ekonomii II RP – śląski węgiel – w ogóle jest przemilczane. Wszakże naucza się o jednym zwycięskim powstaniu... Węzeł jednotorowych linii.
Ostatnie dni przed świętami mijają mi na zwiedzaniu. Sklepów i miast :-D Środa 12 grudnia to wielki dzień. Obejrzałem swe pierwsze od ponad roku Fakty w TVN. W Warszawie. Od czerwca 2006 r. nie miałem dostępu do telewizora. Kartę TV do komputera nabyłem 11 grudnia, ale zajęcie miałem do późna, stąd jednodniowe opóźnienie :-). W końcu też kupiłem rękawiczki w których mogę pisać smsa. To też moje pierwsze od dłuższego czasu rękawiczki warte więcej niż 5 zł. Czemu bałem kupić się droższe? Otóż gubiłem średnio parę na miesiąc... Tym razem będę ich pilnował jak.. czapki. Czapek raczej nie gubię... Zmiany telekomunikacyjne też mnie czekają, ale to innym razem. Pewnie razem ze zmiana mailową – nowy adres przeszedł pomyślnie testy. W sobotę 8 grudnia wybrałem się do Grudziądza. Postanowiłem skorzystać z ostatniej sposobności przejechania po niezelektryfikowanych szlakach województwa kujawsko – pomorskiego pociągami spółki PKP Przewozy Regionalne. Ostatni dzień Regio Karnetu miałem, a czy PCC Arriva będzie go honorować nie wiedziałem. Grudziądz to piękne, stare miasto. Dziś mogłoby być jeszcze większe i mieć znaczenie także komunikacyjne. Grudziądz jest największym węzłem niezelektryfikowanym w Polsce (obok Chojnic). Z punktu widzenia poprzednich gospodarzy miasta pierwszorzędne znaczenie miałby szlak łączący Poznań z Królewcem właśnie przez Chełmżę, Grudziądz, Kwidzyn, Malbork – niestety by szybciej wywozić węgiel władze komunistyczne zdecydowały zelektryfikować i położyć drugi tor na trasie przez kilkutysięczne Laskowice Pomorskie. Dziś Grudziądz wraca na kolejową mapę Polski. Wraca jako miasto na uboczu, ale zadbane. Choć liczba ludności spadła przez ostatnie lata, spadek ten nie jest procentowo tak znaczny. Czy miasto wróci do lat świetności? Oby tak. |
Archiwum
Zakładki:
Koleje
Moje miejsca
O MNIE
Promocje PKP
Stony/blogi znajomych
|